Jeszcze żyję. Co ciekawe depresja minęła przynajmniej chwilowo. Staram się sam siebie oszukać i wmówić sobie że jest okej. Tak jak chcecie zasnąć to musicie przez jakiś czas udawać że śpicie. Jeżeli chcę być szczęśliwy muszę udawać że faktycznie jestem. Może uda mi się oszukać siebie samego.
Posts by Wincent Myślicki
powtarzalnym procesem z przyzwyczajenia zamiast z konieczności. I zapomniałem obrączki z domu :/ szlag.
Kolejny wściekle spokojny i cichy atak depresji. Nie mam już siły tego znosić. Nie mam ochoty na cokolwiek. Wszystko jest "meh" i bez sensu. Pod przykryciem Myślickiego mogę to napisać bez pytań i wścibskości innych. Też nie wiem po co. Idzie w pustkę. Każdy wdech jest w zasadzie świadomym
...i znowu lecę w dół..
Fajnie... :/
Czegoś co mogę zrobić sam dla siebie i jak się samemu poddźwignąć z tego dołka. Ja sam. Poznam drogę i łatwiej będzie mi w przyszłości z tym walczyć. Nazywają ten stan - wysoko funkcjonująca depresja, może też jakieś spektrum autyzmu. Czy pozostał jeszcze ktoś normalny? Uszkodzony świat.
I teraz mi powiedzcie - jak tu nie oszaleć? Jak się trzymać? Iść do lekarza, który powie że wcale nie jest tak źle? Który da ci tabletkę, która przykryje świat różową mgiełką? Całe życie na haju bo inaczej się nie da? Nie chcę. Wolę ostry i prawdziwy świat, szykam dalej swoich wytrychów
Zadbaj o siebie, zabezpiecz sobie przyszłość. Zostaw słabego samca, zasługujesz na więcej. A jak odwrócimy role co wtedy? Posypią się gromy z tych samych ust. Świat mnie przygniata coraz mocniej, galopująca głupota i wielbienie nazizmu, chamstwa, złodziejstwa - oto nowe wartości narodowe.
Być smutni, nie możeby być słabi. Mamy dostarczać. Wspierać smutne kobiety, być dla nich ramieniem. A jeżeli my potrzebujemy pomocy to jesteśmy słabi i trzeba od nas odejść bo nie rokujemy dobrze na przyszłość, zapytajcie w każdym poradniku dla kobiet. Odejdź od niego, po co ci nieudacznik.
Żar moich pozytywnych emocji, chcę cieszyć się upałem, który stopi mój smutek. Nawet okulary noszę teraz kolorowe a nie te szare. Ile mi jeszcze sił wystarczy moi anomimowi odbiorcy? Jak długo potrwa to samobójstwo jakie każdy z nas po kawałku popełnia? Bo my - faceci - nadal nie mamy prawa
Zastanawiam się tylko gdzie to wszystko mnie zaprowadzi. Może jeszcze nie jest za późno na zmiany? Nie chcę tabletek od lekarza, nie chcę wsadzać sobie chemicznej waty do mózgu żeby świat na mnie nie krzyczał. Chcę nadal kochać deszcz bo gasi moje emocje, chcę kochać wiatr, który rozdmucha
Mam rodzinę, ale nie sądzę, żeby wiedzieli jak wygląda sytuacja tak na prawdę w głębi. Od ponad miesiąca zmieniam siebie, swoje przyzwyczajenia, nawyki i inne takie. Mniej narzekam bo po co mam karać siebie za głupotę innych. Walczę z mizantropią i introwertyczne, chociaż z tym drugim mniej.
Tak mi się wydaje, że się chyba poddałem już. Powoli odcinam kawałki siebie, które chyba nie są mi już potrzebne, powoli wywalam się z przestrzeni, wylogowuje się z sociali, znikam z grup. Kasuję foldery na telefonie z rzeczami zbieranymi, po co mi one. Można by zapytać - wsparcie gdzie?
Piąty dzień. Ile jeszcze?
Kolejny atak stanów obniżonych. Trzeba to chyba przetrzymać bo co innego mi pozostało. Za dużo myśli.
Jeszcze żyję jakby kto pytał, nie mam nawet siły mieć depresji. W robocie zwalniają dwóch ziomków, przenoszą nas do innego miejsca, nie mam pewności czy za miesiąc będę jeszcze pracować także jak coś się sypie to już na grubo.
Kolejny nagły atak depresji, ostry jak szkło i wyraźny jak słońce. Widać pęknięcia w masce jaką noszę. Mam nadzieję, że ona nie zauważy. Bo dla niej muszę być silny i trwać niezależnie od wszystkiego.
Plus całej tej dzisiejszej sytuacji sobotniej jest taki że jestem zbyt zmęczony żeby mieć deprechę. Jebać grudzień. Komercha 1000%
Jeszcze chwila i znowu się rozsypię. A nie mogę sobie na to pozwolić. Przecież facetowi nie przystoi. Facet musi być silny. Zawsze. Dlatego cierpimy po cichu. I zawsze w samotności.
Witaj. Depresja nie bierze jeńców. A boję się iść co lekarza specjalisty bo jeszcze wykryje coś więcej. A ja chyba nie chcę wiedzieć.
Kim jestem? Czasami sam zaczynam mieć wątpliwości. Chowam się za tym imieniem i nazwiskiem bo nie chcę, żeby ktoś wiedział co myślę i czuję. Chowam w sobie oceany smutku. Nie chcę już pomocy. Bo po co.